*uwaga, ten wpis może złamać serce
Mój kochany Piotrusiu,
w tym roku pewnie wybierałbyś książki do liceum. Albo do technikum. Może siedziałabym z Tobą przy stole, patrząc na jakąś absurdalnie długą listę podręczników i zastanawiając się, dlaczego jedna książka kosztuje tyle, ile kiedyś pół wyprawki szkolnej. Może przewracałbyś oczami, kiedy pytałabym po raz piąty, czy na pewno wszystko mamy. Może powiedziałbyś, że przecież sobie poradzisz. Pewnie już coraz częściej chciałbyś radzić sobie sam.
I myślę o tym. Myślę o tym częściej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Zastanawiałam się przez te wszystkie lata, jaki byś był. Czasami próbowałam sobie nawet wyobrazić Twoją twarz, choć przecież nie miałam żadnego punktu zaczepienia. Czy byłbyś podobny do mnie? Czy bardziej do taty? Jakie miałbyś oczy. Jak byś się uśmiechał. Czy śmiałbyś się głośno, całym sobą, czy raczej miałbyś ten rodzaj uśmiechu, który pojawia się najpierw w oczach, a dopiero później na ustach. Zastanawiałam się, jaki miałbyś charakter. Czy byłbyś spokojny. Czy wszędzie byłoby Cię pełno. Czy byłbyś dzieckiem, które godzinami siedzi nad jedną rzeczą, bo nagle świat przestaje istnieć, kiedy coś naprawdę je zainteresuje. Czy może ciągle zmieniałbyś pasje i co kilka miesięcy oznajmiał mi z pełnym przekonaniem, że właśnie odkryłeś, czym będziesz zajmował się przez resztę życia.
Chciałabym wiedzieć, co by Cię zachwycało. Samochody? Komputery? Historia? Muzyka? Sport? Matematyka? Może czytałbyś książki. Może uważałbyś czytanie za najnudniejszą rzecz na świecie, czym oczywiście doprowadzałbyś mnie do rozpaczy. Może miałbyś talent do czegoś, czego zupełnie bym się po Tobie nie spodziewała.
Czasem zastanawiam się nawet nad takimi zupełnymi drobiazgami. Jaki byłby Twój ulubiony kolor. Jakiej muzyki byś słuchał. Czy chodziłbyś w czarnych bluzach, czy lubiłbyś kolory. Pewnie czarne. Czy miałbyś bałagan w pokoju. Pewnie byś miał. Czy zostawiałbyś kubki wszędzie poza kuchnią. Czy trzeba byłoby przypominać Ci sto razy o wyniesieniu czegoś z pokoju, aż w końcu robiłabym to sama, marudząc pod nosem, że któregoś dnia naprawdę przestanę. Pewnie bym nie przestała. Byłabym mamą. Twoją mamą. Mam w sobie tyle miłości, która przez wszystkie te lata właściwie nie miała gdzie pójść. Miłości do Ciebie konkretnego, chociaż nigdy nie dostałam szansy dowiedzieć się, kim jest ten konkretny Ty. Dostałam tylko pytania. Mnóstwo pytań. I wszystkie rosły razem z czasem, który mógł być Twój.
Najpierw zastanawiałam się, jak wyglądałbyś jako mały chłopiec. Potem, jaki byłbyś trochę starszy. Jak wyglądałbyś z tornistrem większym od połowy Ciebie. Czy polubiłbyś szkołę. Czy miałbyś swojego najlepszego kolegę. Czy wracałbyś do domu i opowiadał wszystko od progu, czy raczej trzeba byłoby wyciągać z Ciebie każde zdanie osobno. A teraz byłbyś już niemal dorosłym chłopakiem, któremu trzeba byłoby zostawiać coraz więcej własnej przestrzeni, chociaż matce pewnie zawsze wydaje się, że jej dziecko potrzebuje jeszcze jednej bluzy, jeszcze jednego pytania, czy na pewno zjadło, jeszcze jednej wiadomości, żeby uważało na siebie.
Może miałbyś już dziewczynę. Ta myśl zawsze wywołuje we mnie jakieś przedziwne wzruszenie. Ciekawa jestem, jaka by była. Czy przyprowadziłbyś ją kiedyś do domu trochę zawstydzony, udając, że cała sytuacja jest zupełnie zwyczajna. Czy siedziałabym potem i pilnowała się, żeby nie zadawać zbyt wielu pytań. Czy polubiłabym ją od razu. Czy powiedziałbyś mi kiedyś, że się zakochałeś.
Chciałabym usłyszeć od Ciebie takie rzeczy. Chciałabym wiedzieć, co łamie Ci serce i co sprawia, że bije szybciej. Chciałabym mieć możliwość martwienia się o Ciebie z tych zwyczajnych powodów, z których matki martwią się o swoich nastoletnich synów. O to, że wracasz za późno. Że ktoś Cię zranił. Że podejmujesz głupie decyzje. Że świat będzie dla Ciebie czasem zbyt brutalny, a ja nie będę potrafiła ochronić Cię przed wszystkim.
Myślę też często o Tobie jak o starszym bracie. Jaki mielibyście kontakt. Czy byście się kłócili. Pewnie tak. Rodzeństwo ma przecież jakiś szczególny talent do doprowadzania się nawzajem do szaleństwa w ciągu pięciu minut, a kilka godzin później do bronienia siebie przed całym światem. Czy byłbyś dla siostry starszym bratem, do którego przychodzi się z czymś ważnym. Czy działałaby Ci na nerwy. Czy ona podkradałaby Ci rzeczy. Czy Ty straszyłbyś ją dla zabawy, za co pewnie dostałbyś po głowie. Czy mielibyście swoje żarty, których ja zupełnie bym nie rozumiała. Czasami boli mnie myśl o tej relacji najbardziej, bo tutaj brakuje już nie tylko Ciebie mnie. Brakuje całej historii, która mogła wydarzać się pomiędzy Wami i której nigdy nie zobaczę.
Nadal mam kontakt z Twoim tatą, jest w tym dla mnie coś ważnego. Dobrze jest wiedzieć, gdzie jest. Dobrze wiedzieć, co u niego. Dobrze wiedzieć, że człowiek, z którym przez tę krótką chwilę dzieliłam wiadomość o Twoim istnieniu, nadal gdzieś jest i żyje swoim życiem. Czasem samo to wystarcza, żeby pomyśleć o Tobie jeszcze mocniej. Bo przecież byłeś kawałkiem mnie i kawałkiem jego. Choć byliśmy z Tobą tak krótko, że właściwie ledwie zdążyliśmy przyzwyczaić się do myśli, że jesteś.
Nie zdążyłam Cię poznać. Nie zdążyłam dowiedzieć się, kim będziesz. Ledwie pojawiła się myśl o Tobie, a już trzeba było się z nią żegnać. Przez lata próbowałam sobie różne rzeczy poukładać. Bywał żal. Była złość. Było poczucie niesprawiedliwości. Były pytania, na które człowiek nigdy nie dostaje odpowiedzi, choć potrafi zadawać je w głowie tysiące razy. Dlaczego. Dlaczego wtedy. Dlaczego Ty. Z czasem zrozumiałam też, że można tęsknić za kimś, kogo właściwie nie zdążyło się poznać. Za człowiekiem, który dopiero miał się wydarzyć. Za jego charakterem. Za jego głosem. Za jego spojrzeniem. Za tym wszystkim, czego nigdy nie było mi dane zobaczyć.
Tęsknię więc za Twoją możliwością. Za tym, jak mogłeś wyglądać z plecakiem na ramieniu. Za pierwszym telefonem, który może kiedyś byś dostał. Za głupimi kłótniami, które moglibyśmy mieć. Za drzwiami, którymi być może trzaskałbyś jako nastolatek. Za Twoim głosem, który kiedyś z dziecięcego stałby się męski. Za pytaniem, dokąd idziesz. Za odpowiedzią: „Mamo, przecież mówiłem”. Za Twoimi butami zostawionymi tam, gdzie każdy mógłby się o nie zabić. Za rozmowami w samochodzie. Za tym pierwszym momentem, kiedy zobaczyłabym, że chłopiec, którego kiedyś nosiłam pod sercem przez tak krótką chwilę, zaczyna stawać się mężczyzną.
Tęsknię za rzeczami, które nigdy nie zdążyły się wydarzyć. To najbardziej niezwykłe w miłości do Ciebie. Ona nauczyła się kochać całe życie, które mogło być Twoje. A przecież jesteś. Jesteś w tym, że czasem widzę chłopaka mniej więcej w Twoim wieku i przez sekundę zastanawiam się, jaki byłbyś Ty. Jesteś w kolejnych latach, które mijają i pozwalają mi mniej więcej wiedzieć, na jakim etapie życia mógłbyś właśnie być. Jesteś w tym, że dzisiaj myślę o liceum i technikum, choć przecież nigdy nie zdążyłam dowiedzieć się, czy lubiłbyś szkołę.
W tym wszystkim jesteś.
Mój synku.
Mój Piotrusiu.
Czasem chciałabym móc zobaczyć Cię choć na minutę. Takiego, jaki byłbyś dzisiaj. Chciałabym popatrzeć na Ciebie i od razu wiedzieć: więc taki jesteś. Tak wyglądasz. Tak się uśmiechasz. Tak brzmi Twój głos.
Chciałabym zapytać, co wybrałeś. Liceum czy technikum. Jaki profil. Dlaczego właśnie ten. Czy się boisz. Czy się cieszysz. Czy masz już plany na później, czy jeszcze zupełnie żadnych. I chciałabym móc powiedzieć Ci coś, czego nigdy nie miałam okazji powiedzieć Ci na głos.
Że bardzo Cię kocham.
Tak zwyczajnie. Taką miłością, która pewnie martwiłaby się, czy masz czapkę, kiedy jest zimno, i jednocześnie byłaby gotowa stanąć przed całym światem, gdyby ktoś zrobił Ci krzywdę. Kocham to maleńkie istnienie, które przez chwilę było ze mną. Kocham chłopca, którym mogłeś zostać. Kocham nastolatka, którym byłbyś dzisiaj. I gdzieś głęboko we mnie będę pewnie kochała również dorosłego mężczyznę, którym nigdy nie zobaczę, jak się stajesz. Mam nadzieję, że gdziekolwiek jesteś, jeśli gdzieś jesteś, wiesz o tym. Że Twoja mama czasem o Tobie mówi. Częściej o Tobie myśli. I że pomimo upływu tylu lat nadal potrafi nagle poczuć bardzo wyraźnie, bardzo mocno, niemal fizycznie, że kiedyś przez krótką chwilę byłeś.
Piotruś.
Mój chłopiec.
Mój kochany Piotruś.
I zawsze będziesz miał swoje miejsce we mnie.
Mama